Zadzwoń: +48 544 44 00 33, +48 604 999 333

Posty w kategorii May 2016

Na czym siedzieć za biurkiem?

krzesła

Kolejne godziny mijają, a Ty czujesz, że Twoja pozycja przy biurku jest coraz mniej pionowa, ale za to coraz bardziej wygodna? A może już po trzeciej godzinie pracy zastanawiasz się, czy wszyscy w Twoim departamencie mają tak niewygodne krzesła? Albo koledzy z pracy śmieją się, że nikt w dziale nie leży na swoim krześle tak jak Ty?

Dla każdej osoby prowadzącej siedzący tryb życia i wykonującej pracę biurową zdający się błahym temat siedziska wcale błahą sprawą nie jest. Siedzenie naprawdę jest ważne, a czym mniej wygodne tym bardziej absorbuje, a co gorsza szkodzi.
Zatem czy można siedzieć przez 8 godzin dziennie wygonie ale i zdrowo? Czy można dbać o swój kręgosłup spędzając w pozycji siedzącej 8 – 10 godzin dziennie? I wreszcie czy można siedzieć na czymś innym niż krzesło, a jeśli tak to co na to szef?
 
krzesła
 

Jeśli krzesło, to jakie?

Siedzisko krzesła musi być ustawione na odpowiedniej wysokości – Twoje stopy swobodnie powinny dotykać podłogi (tzn., że możesz oprzeć cała stopę na podłodze). Dodatkowo powinno mieć taką wysokość, żeby kolana znajdowały się niżej niż biodra. Jeżeli chodzi o plecy to dobrze jeśli krzesło ma specjalne podpórki, wymodelowanie pod kręgosłup lędźwiowy i szyjny oraz możliwość regulowania wysokości oparcia. Ważne jest także aby Twoje siedzisko wyposażone było w podłokietniki, na których możesz oprzeć łokcie podczas pisania. Krzesło musi być stabilne oraz obracać się o 3600  co ograniczy nienaturalne wygięcia kręgosłupa, kiedy sięgasz po dokumenty. Dobrze jeśli oparcie krzesła odchyla się do tyłu min. 10 stopni (najlepiej ok. 300).

Jeśli nie krzesło, to co?

Sama nazwa brzmi kosmicznie  – klękosiad – ale jest to ciekawa alternatywa dla tradycyjnego siedzenia. Krzesło to jest połączone z podpórkami pod kolana i pozycja, którą na nim przyjmujemy, przypomina klęczenie. Pomysł jest dobry i genialnie odciąża nasz kręgosłup przy długiej pracy, niemniej jednak nie jest polecany do ciągłego stosowania ze względu na to, że pozycja klęku obciąża stawy kolanowe. Jeśli już w Twoim biurze zdecydowano się na zakup popularnie nazywanych „klęczników” to warto z nich korzystać w ramach przerwy np. ok. 2 godziny dziennie pod koniec dnia pracy.

Ciekawą alternatywą dla krzesła jest też duża piłka. Siedząc na niej cały czas musisz kontrolować swój kręgosłup, bo niestabilność piłki i jej ruch naturalnie to na Tobie wymusza. Ważne aby piłka była odpowiedniego rozmiaru – kąt zgięcia Twoich kolan powinien wynosić ok. 900, a piłka powinna być solidnie napompowana. Dodatkowo zawsze możesz, np., podczas rozmowy przez telefon, wykonać kilka ćwiczeń (np. ruchów okrężnych bioder czy podskoków na piłce).

Jeśli nie piłka, bo jest za duża, zajmuje dużo miejsca lub szef po prostu się na nią nie zgadza, możesz zainwestować w dysk sensomotoryczny. Jest to gumowa poduszka wypełniona powietrzem, która pozwala na ruchy miednicy podczas siedzenia i niejako wymusza utrzymanie prawidłowej pozycji kręgosłupa podczas pracy, a także ciągłą stymulację naszych mięśni.

 

Pamiętaj jednak, że pozycja siedząca nigdy nie będzie dobra dla Twojego kręgosłupa dlatego też jeśli tylko możesz to poruszaj się – wstawaj, chodź (np. podczas rozmowy przez telefon), drukuj na najdalej zlokalizowanej drukarce aby zrobić sobie spacer po dokumenty, jedz posiłki w kuchni, do której musisz się przemieścić.

 
 
Autor: Anna Wachowicz

Nie zadzieraj z Morfeuszem – część III

fragment z kodeksu pracy

Na tzw. Zachodzie pracownicy i pracodawcy dojrzewają do skrócenia czterdziestogodzinnego tygodnia pracy. Polski na taki luksus jeszcze nie stać (już w roku 2013 OPZZ wysunęło pomysł skrócenia ustawowego tygodnia pracy z 40 do 38 godzin).

Pod koniec XX wieku ludzkość będzie dysponowała tak zaawansowanymi maszynami, że człowiek nie będzie musiał poświęcać na pracę więcej niż 15 godzin tygodniowo – prognozował w 1930 roku John Maynard Keynes, słynny brytyjski ekonomista, twórca idei interwencjonizmu państwowego. Ale jeszcze w XIX stuleciu tydzień pracy w zakładach przemysłowych w Europie i USA trwał 60-70 godzin. Robotnicy trwali na stanowiskach dziesięć-dwanaście godzin przez sześć dni w tygodniu, niektórzy musieli stawiać się w pracy także w niedzielne przedpołudnia. System ten upadł nie w wyniku eksplozji humanitaryzmu, czy empatii, lecz w dużej mierze dzięki Amerykanom żydowskiego pochodzenia, którzy ze względu na tradycyjny szabas odmawiali fabrykantom pracy w soboty.

autostrada nocą

Definicje pracy zmianowej i nocnej zawarte są w międzynarodowych aktach prawnych, m.in. w Konwencji nr 171 Międzynarodowej Organizacji Pracy i Zaleceniu nr 178 z czerwca 1990r; Dyrektywie Unii Europejskiej 93/104/EC z 1993r. i Zaleceniu Światowej Organizacji Zdrowia z 1994r. (Konferencja w Pekinie). Według nich praca w porze nocnej oznacza każdą pracę wykonywaną w okresie nie krótszym niż siedem następujących po sobie godzin, włączając okres pomiędzy godzinami 24:00-05:00. Definicja ta nie jest identyczna z definicją obowiązującą w prawodawstwie polskim (stan prawny na 10 maja 2004).

fragment kodeksu pracy

(za: http://archiwum.ciop.pl/15705.html )

Według polskiego prawa dodatek do pensji za każdą godzinę ośmiogodzinnej pracy w nocy (w przedziale godzin 21-7) to 20% stawki godzinowej wynikającej z minimalnego wynagrodzenia za pracę. Pracodawca może płacić więcej, ale nie musi i jak łatwo się domyślić, większość tego nie robi. Informacja o tym, jak firma reguluje zasady pracy nocą, powinny znaleźć się w regulaminie pracy, ewentualnie w umowie o pracę podpisanej z pracownikiem, aby każdy wiedział, czy kwalifikuje się do dodatku, czy nie. Bez względu na ustalenia, pracownik może w godzinach nocnych pracować nie dłużej niż osiem godzin z wyznaczonych dziesięciu. Chyba, że jego praca polega na usuwaniu awarii czy też ochronie mienia. Wystarczy, że „dniówka” pracownika „zachodzi” na minimum 3 godziny pracy w czasie określonym jako nocny, by uznać, że jest pracownikiem wykonującym zadania w porze nocnej.

stoper

To, że praca w nocy nie jest obojętna dla zdrowia znajduje potwierdzenie także w Kodeksie Pracy. Na noc nie mogą być zatrudniane kobiety ciężarne oraz pracownicy młodociani. Prawo bierze również pod ochronę rodziców, którzy sami wychowują dziecko do lat czterech. Niepełnosprawni natomiast formalnie, o ile możliwe jest ich zatrudnianie w czasie dnia, nie powinni pracować nocą. Jeśli do tego dochodzi, muszą przedstawić zaświadczenie lekarskie, że nie ma przeciwwskazań do pracy nocnej na danym stanowisku, a ich stan zdrowia nie jest przeszkodą w wykonywaniu obowiązków.

Pamiętajmy więc – nie należy lekceważyć potęgi snu! Trzeba dołożyć wszelkich starań aby tryb życia i praca nie odbiły się na regularności snu oraz czasie jego trwania.

Pisząc na temat pracy w nocy nie mogłem oprzeć się pokusie przypomnienia sceny z uroczego filmu Stanisława Barei Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? (1978r.):   https://www.youtube.com/watch?v=SOHHXWxZ7L0

Autor: Krzysztof Pochwicki

Nie zadzieraj z Morfeuszem – część II

mężczyzna śpiący na ławce

Największy problem dla pracujących w nocy stanowi wyregulowanie zegara biologicznego. Stąd też, teoretycznie łatwiej mają właśnie ci, którzy pracują tylko  nocy, a nie w systemie zmianowym.

Według ankiet – 2005r. – blisko 40% Amerykanów śpi w dni robocze krócej niż 7 godzin. To około 1-2 godziny mniej niż przed półwieczem. Ponadto co szósta osoba stwierdziła, że śpi mniej niż sześć godzin na dobę; w większości przypadków to znaczne ograniczenie snu, mogące mieć poważne konsekwencje. W Polsce, kolebce najbardziej ponoć zapracowanego obecnie narodu, też śpimy coraz krócej, przynajmniej 2-3 godziny mniej, niż nasi antenaci. Pracujemy do późnego wieczora lub w nocy, więc mamy coraz bardziej przewlekły niedobór snu. Zaciągamy dług. Dlatego wskazane są krótkie drzemki w ciągu dnia. Drzemka nie może być zbyt długa. Jeśli trwa godzinę lub dłużej, zaburzy sen nocny, a po drugie bardzo trudno z takiej drzemki się obudzić. Osoby pozbawione snu przez dłuższe okresy czasu, często zapadają w tzw. „mikrosen”. Mikrosny to epizody snu trwające 3-10 sekund, przebijające się przez fazę czuwania. Normalnie nie powinny stanowić większego problemu, lecz jeśli twoja praca wymaga precyzji, koncentracji lub mkniesz autem z prędkością 100km/h, wówczas… Tu pozwalam puścić wodze wyobraźni.

mężczyzna śpiący na ławce

Większość pracujących w nocy lekceważy sen. Głównie z przymusu. Gdy człowiek jest chronicznie niewyspany, zaczyna się nerwowość, potem apatia, problemy z jedzeniem, co przekłada się na brak podstawowych składników wyżywienia w organizmie. Spirala zaczyna się nakręcać. Uzyskano dowody, że jeśli chodzi o efekt otępienia i pogorszenie wyników, ograniczenie snu o dwie godziny jest równoważne z wypiciem 2-3 piw; utrata czterech godzin to pięć piw, zaś nieprzespanie całej nocy ma podobne skutki jak pochłonięcie dziesięciu browarów. Sugeruję by się tym przejąć, a nie traktować jako pomysł na potencjalną oszczędność. Tydzień upośledzonego snu ogranicza w takim stopniu jak doba pozbawiona snu; dwa tygodnie odpowiadają 48 godzinom. Wreszcie argument skrajny – człowiek pozbawiony snu ulega stopniowemu wycieńczeniu, właściwie umiera z głodu nawet jeśli przyjmuje pokarm…? Przyczyna tkwi w fundamentalnej chemii życia. Życie wymaga energii. Biologiczną postacią, nośnikiem energii jest ATP (adenozynotrójfosforan), związek powstający w przemianach oddychania komórkowego, następnie wykorzystywany do zasilania procesów anabolicznych (czyli wszelkich syntez). Każdego dnia człowiek przekształca ilość ATP porównywalną z masą swego ciała. Co istotne, wyłącznie podczas snu ATP ulega rozkładowi do ADP wydzielając energię. Śpiąc organizm pracuje zarazem na minimalnym trybie energetycznym.

Aby pomóc czytelnikom w zapamiętaniu ATP, nadmienię, że tzw. stężenie pośmiertne (sztywność mięśni) to właśnie skutek wyczerpania energii mięśni zgromadzonej w postaci cząsteczek ATP.

Zaburzenia snu prowadzą więc do rozchwiania metabolizmu (przykładowo przemian tłuszczy, regulacji stężenia glukozy), czy ogólnie gospodarki hormonalnej. Wykazano – 2005r. -, że otyłość jest ściśle związana z czasem snu. Co ciekawe, osoby śpiące krótko zjadają zazwyczaj mniej kalorii, przy zbliżonym poziomie aktywności fizycznej do śpiących prawidłowo. Przyczyna tkwi przypuszczalnie w niższym poziomie metabolizmu lub zredukowanym poziomie tzw.  termogenezy nie wywołanej ćwiczeniami. Termogeneza to wytwarzanie ciepła w celu utrzymania stałej temperatury ciała. Z naukowego na ludzki – śpisz krócej, mniej się wiercisz, tym samym mniej energii zużywasz.

Niedobór snu zwiększa też ryzyko zachorowań.

Senność uważana jest za główną przyczynę wypadków we wszystkich gałęziach transportu. Powoduje więcej strat niż alkohol, narkotyki.

zegarek

Pozbawienie snu przyczyniło się m.in. do:

katastrofy ekologicznej wywołanej przez tankowiec Exxon Valdez – 24 marca 1989r., u wybrzeży Alaski, statek wszedł na skały. Rozlaniu uległo od 11 do 35 milionów galonów surowej ropy naftowej, w wyniku czego skażono blisko 1900km linii brzegowej. Zginęło około 5 tys. wydr morskich, 250 tys. mew. Oficer odpowiadający wtedy za sterowanie jednostką przez dwa wcześniejsze dni spał tylko po sześć godzin, to zaś nie wystarcza do zachowania wymaganej, pełnej czujności.

uderzenia barki w most przez który biegła autostrada międzystanowa w Webbers Fallus (Oklahoma, USA, 2002r.). Zginęło 14 osób.

– katastrofy promu Challenger, 28 stycznia 1986r. W noc poprzedzającą start pracownicy NASA spali przez niespełna dwie godziny.

wypadku jądrowego w Czarnobylu (26 kwietnia 1986r.). Niedopracowany eksperyment stanowiący przyczynę katastrofy rozpoczął się o godzinie 01:23:04; pierwotnie miała go przeprowadzić dzienna zmiana pracowników.

Daniel Kripke, amerykański badacz zajmujący się tematyką snu twierdzi, że spać powinno się 6,5-7,5 godziny (8 godzin to za dużo). Tacy ludzie są produktywniejsi i szczęśliwsi. Liczba godzin, jakich potrzebujemy by się dobrze wyspać jest uwarunkowana indywidualnie. Są jednak tacy – nie znalazłem danych, jak duża jest to grupa -, którzy śpią trzy godziny i to im wystarcza (czyli organizm nie ponosi szkód). Zarazem nawet u nich przychodzi taki czas, że potrzebują w ciągu dnia drzemki. Przeżywają swego rodzaju „mały kryzys” i muszą jakoś odespać. Na drugim biegunie są tacy jak Albert Einstein, który z łóżka nie wstawał co najmniej przez dziesięć godzin i to w nim podobno formułował teorię względności.

ręce przy biurku

Nie każdy decyduje się na podjęcie pracy zmianowej lub nocnej, zaś ci co ją wykonują często rezygnują w wyniku problemów jakie ona niesie. Najczęściej są to problemy psychosocjalne i zdrowotne. Poczucie izolacji od codziennego życia rodziny i znajomych, brak warunków do właściwego wypoczynku po pracy i szereg innych czynników niekorzystnie wpływają na psychikę pracownika, rozpoczynając łańcuch negatywnych konsekwencji pracy zmianowej. Długotrwała praca w systemie zmianowym jest źródłem stresu, mogącego wpływać niekorzystnie na stan zdrowia pracownika. W grupie pracowników zmianowych stwierdza się wyższy wskaźnik rozwodów, nadużywania leków, występowania depresji.

Nie da się wyspać na zapas, podobnie jak najeść. Ile byśmy nie zjedli, po kilku godzinach znowu będziemy głodni. Można spać dwanaście godzin, ale po kolejnych kilkunastu znowu zmorzy nas sen. Według badań po całkowicie nieprzespanej nocy organizm wraca do normalnego funkcjonowania najwcześniej dopiero po trzech kolejnych przespanych nocach. Co jednak mają zrobić ludzie, którzy w tym czasie muszą pracować?

Leonardo da Vinci na sen poświęcał trzy godziny na dobę. Stosował tzw. sen polifagowy polegający na tym, że podczas doby śpi się kilka razy, ale krótko, po 20-30 minut. Ważne, by zachować takie same odstępy pomiędzy „fazami”. W ten sposób można wysypiać się dzięki dwum-trzem godzinom snu. Da Vinciemu się udało, nie każdemu jednak taka metoda będzie odpowiadać.

Autor: Krzysztof Pochwicki

Nie zadzieraj z Morfeuszem – część I.

budzik

To nie będzie tekst o śnie. Skupię się na niepokojących skutkach coraz częstszego lekceważenia jego roli w naszym życiu. Człowiek potrzebuje snu. Ten sen ma trwać tyle ile trzeba, ma mieć odpowiedni przebieg, charakter. Sen po prochach nie ma cech snu naturalnego, nie zregeneruje sił ciała i umysłu. Potrzebujemy snu, chociaż wciąż nie bardzo rozumiemy jego istotę. Pochodzenie ewolucyjne snu, jego funkcja wciąż stanowią przedmiot sporów, kontrowersji. Jedna z teorii utrzymuje przykładowo, że jest to po prostu utrwalony rytm zmian aktywności układu nerwowego. Twierdzi się też, że jest niezbędny do regularnego „odświeżania”, „przeprogramowania” mózgu. Inna koncepcja zakłada, że sen wykształcił się jako swoista strategia obronna; chodziło o utrzymanie nieruchomej pozycji ciała, gdy wzrok, z powodu ciemności, nie mógł sprawnie funkcjonować. Reasumując „Jeśli sen nie spełnia jakiejś absolutnie kluczowej funkcji, to jest największym błędem w całej historii ewolucji.” (Rechtschaffen Allan, pionier w dziedzinie badań snu).

 

 

budzik

 

 

Sen to stan funkcjonalny układu nerwowego, przeciwny do stanu czuwania; jego istotą jest czasowy zanik świadomości. W uproszczeniu zakłada się, że jest to stan, w którym śpi tylko świadomość, nie mózg (pozostaje więc w stanie czynnościowej samoizolacji). Jedna z podstawowych potrzeb biologicznych, których zaspokajanie jest niezbędne dla zachowania osobnika przy życiu; podczas snu obniża się wrażliwość na niektóre bodźce, jest zniesiona aktywność ruchowa, obniża się też przemiana materii, zwolnieniu ulega częstość skurczów serca i oddechów.

 

Faktem jest, że dzienne i sezonowe cykle permanentnie kontrolują każdy przejaw życia na Ziemi, w tym ludzkie zachowanie, ciśnienie krwi, występowanie objawów chorób, czas reakcji, czujność, proces trawienny, możliwości pamięciowe i intelektualne oraz wiele innych. Człowiek pozostał zwierzęciem, w kwestii snu nie przysługują nam żadne wyjątkowe ulgi. Natura ignoruje fakt, że stworzyliśmy cywilizację oraz coraz skuteczniej zakłócamy mroki nocy.

Wpierw nasi przodkowie sięgnęli po ogień. Niekwestionowane ślady jego użycia pochodzą sprzed co najwyżej 500 tysięcy lat, a ślady wykorzystania go do celów kulinarnych liczą 200-300 tysięcy lat. Ogień uczynił noc bezpieczniejszą, jednak nadal większość ludzi spała. No, z wyjątkiem wartowników. Dopiero oświetlenie gazowe, naftowe, wreszcie elektryczne spowodowało rewolucję. Odkąd zabłysła pierwsza żarówka (1879r.) możliwa stała się pozorna zamiana nocy w dzień. Pozorna, gdyż ciała na dłuższą metę oszukać nie sposób.

 

 

biuro

 

 

Rosnące rzesze ludzi pracują obecnie w nocy. Piekarze, drukarze prasy codziennej, dostawcy żywności i zaopatrzenia dla dużych aglomeracji miejskich, mleczarze i pracownicy sortowni pocztowych, pracownicy służby zdrowia, służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo publiczne (policja, straże miejskie, straż pożarna itp.), to tylko najbardziej oczywiste przykłady profesji związanych z nocą. Pracownicy wykonujący swoje obowiązki w nocy stanowią około 20% wszystkich zatrudnionych (Międzynarodowa Organizacja Pracy, 2013r.). Obecnie, by spać mógł ktoś, ktoś musi pracować.

 

Niestety, jak wspomniałem, od zarania dziejów życie człowieka jest związane z rytmem światło-ciemność. Badania przeprowadzone w celu lokalizacji nadrzędnego zegara biologicznego, doprowadziły do wniosku, że znajduje się on w mózgu, w podwzgórzu, a ściślej – w zespole komórek nerwowych zwanych jądrem nadskrzyżowaniowym (nazwa wynika z faktu, że jądro to położone jest tuż ponad skrzyżowaniem nerwów wzrokowych). Jądro nadskrzyżowaniowe (NSC) ma połączenia nerwowe z gruczołem wydzielania wewnętrznego – szyszynką, produkującą hormon melatoninę. Fakt ten jest ważny ze względu na to, że szyszynka produkuje melatoninę jedynie w ciemności, tj. w czasie snu, w godzinach nocnych (dlatego zresztą nazywana jest wampirzym hormonem/dracula hormone). Wydzielanie melatoniny do krwiobiegu jest sygnałem informującym organizm człowieka o przeżywaniu nocy.

Normalnie, od 2 do 3 w nocy szyszynka produkuje szczytowe wartości melatoniny sterującej podstawowym rytmem sen-czuwanie. Przebywanie do trzech godzin w mocno oświetlonym miejscu uniemożliwia aktywację szyszynki i naczelny zegar biologiczny ulega rozregulowaniu. Regularne powtarzanie takiego scenariusza przyspiesza proces starzenia się organizmu – nocą po prostu trzeba spać!

 

 

panorama warszawy

 

 

Nocą zwiększa się stężenie hormonu wzrostu, tkanki dzielą się osiem razy szybciej niż w południe, co umożliwia sprawną regenerację i oczyszczenie. Maksymalna, dobowa produkcja przysadkowego hormonu wzrostu następuje po zaśnięciu, w pierwszych dwóch godzinach snu, dlatego trzeba szybko zasnąć (najlepiej przed północą), aby nie utrudniać odbudowy zniszczeń spowodowanych w ciągu dnia. Tu pozdrawiam wszystkich zarywających, bezproduktywnie i bez sensu, noce przy komputerze.

Noc przynosi zwolnienie przemiany materii i osłabienie koncentracji. Dlatego nauka w nocy, praktykowana często przez uczniów, studentów, jest fikcją. Dlatego też lekarz na nocnym dyżurze powinien być wypoczęty!

W nocy produkcja hormonów stresowych jest najniższa.

Nocą wzrasta poziom histaminy nasilając objawy astmy.

Wreszcie, nie mogłem oprzeć się pokusie, nocą jest najniższy poziom testosteronu u panów (chcemy snu nie seksu), za to rośnie libido u pań (czyli paradoksalnie, nocą panie częściej myślą o  przyjemnościach cielesnych, co może niekorzystnie wpłynąć na jakość pracy).

Do nielicznych pozytywów zaliczyć można fakt, że od 23 do wczesnych godzin rannych występuje najniższe ryzyko wystąpienia ataku serca (między 24 a 1 występuje czterokrotnie mniej zawałów niż między 8 a 9).

W porze nocy sprawność umysłowa ulega znacznemu pogorszeniu. Najgorsze wyniki testów psychologicznych osiągane są miedzy godzinami 01:00-03:00 w nocy. Powyższy fakt ma duże znaczenie dla osób wykonujących swą pracę w nocy, zwłaszcza gdy ma ona znamiona dużej odpowiedzialności.

W tych godzinach nocnych cechuje nas również wysoka wrażliwość na zimno.

Największa senność dopada człowieka około 3. Efekt – znacznie osłabiona czujność.

Swoją drogą, ciekawie prezentuje się na tym tle informacja, że między 3 a 5 rodzi się naturalnie najwięcej dzieci. Chcą nas zaskoczyć?

W granicach 4 jest najniższe ciśnienie krwi.

 

Człowiek nocą nie jest po prostu (i nie może być) tak samo wydajny jak za dnia. Nasz organizm nie jest przystosowany do wykonywania tej samej pracy fizycznej czy umysłowej z tą samą efektywnością w dowolnej porze doby.

 

 

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Human design – klucz do poznania siebie

klucz

key

 

Każdego dnia uczymy się o sobie nowych rzeczy. By żyć świadomie, dokonywać mądrych wyborów i budować lepsze relacje. Human Design to nowe narzędzie, pomocne w rozpoznaniu osobistego potencjału. Pokazuje jak podejmować decyzje i jakich ludzi szukać do budowania satysfakcjonujących relacji, tych w życiu osobistym i tych w biznesie.

 

Po co nam ta wiedza?

Human Design – profil typologiczny jednostki to naukowy sposób na uzyskanie wiedzy o samym sobie. Pozwala rozpoznać nasze najważniejsze atuty, także te nieuświadomione. Pokazuje jaki rodzaj relacji wzmacnia nasze mocne i aktywuje życiowy potencjał. Ten matematyczny wykres integruje starożytną wiedzę (Astrologię, I Ching, Kabałę, i hinduski system czakramów energetycznych człowieka) ze współczesną nauką (najnowsze odkrycia fizyki cząstek elementarnych – neutrina i budowa kodu genetyczny człowieka). To pozwala określić indywidualne wzorce myślenia, reagowania. Pokazuje nam jak funkcjonujemy, jak podejmujemy decyzje, jak wchodzimy w interakcje.

 

Human design w biznesie

 

Zintegrowane narzędzie poznawcze przydaje się jak w szkoleniach z zakresu rozwoju osobistego, procesach grupowych, coachingu i rekrutacji. W doradztwie zawodowym, w procesach HR opartych na dopasowaniu osoby do danego stanowiska (np. restrukturyzacje) znacząco obniża koszty pracy konsultantów HR. Human Design opisuje człowieka według 5 charakterystycznych typów, w zależności od sposobu ich działania (Manifestor, Generator, Manifestujący Generator, Projektor oraz Reflektor). Udziela szczegółowych wskazówek co do angażowania się w określone działania, jakie dany typ powinien podejmować tak, aby najefektywniej wykorzystać swoje zasoby i energię. Human Design daje precyzyjne instrukcje dotyczące sposobu podejmowania decyzji zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami.

 

Chetan Parkyn

 

Charyzmatyczny Brytyjczyk, obecnie mieszkający na stałe w Kalifornii, w Stanach Zjednoczonych. Z wykształcenia inżynier mechaniki, w latach swojej młodości przebywał w najbliższym otoczeniu Osho – mistyka i jednego z największych guru rozwoju duchowego. Obecnie jest jednym z czołowych nauczycieli systemu Human Design, prowadząc od niemal 20 lat seminaria i warsztaty, udzielając konsultacji i indywidualnych interpretacji diagramów osobistych. Autor książki „Human Design – Discover The Person You Were Born To Be” – obecnie jednej z najlepiej sprzedających się książek z zakresu rozwoju osobistego na www.amazon.com.

Jak zwiększyć zaangażowanie

zaangażowanie

zaangażowanie

 

Będąc pełną/ym zaangażowania z radością idziesz do pracy, wkładasz serce w to co robisz i czujesz, że jesteś potrzebna/ i ważna/y.  Jeżeli jesteś menedżerem, z pewnością marzysz o tym by mieć zespół pełnych zaangażowania ludzi.

 

Kryzys zaangażowania

 

Badania prowadzone na całym świecie wskazują na globalny kryzys zaangażowania.  Najnowsze badanie BlessingWhite ze stycznia 2011 roku potwierdza ten trend:  mniej niż 1 na 3 pracowników jest zaangażowany natomiast aż 1 na 5 pracowników to osoby niezaangażowane. Zaangażowani pracownicy wg. raportu, to osoby, które "pełni uczestniczą w sukcesach organizacji i odnajdują dużą satysfakcję w pracy". Niezaangażowani to osoby  "najbardziej oddalone od priorytetów wyznaczonych przez organizację. Często czują, że ich możliwości nie są w pełni wykorzystane, a praca nie zapewnia im tego, czego oczekują. Bywają sceptyczni i łatwo ulegają zaraźliwym, negatywnym nastrojom"
 

Zaangażowanie = sukces

 

Stopień zaangażowania pracowników przekłada się bezpośrednio na zyski. Inny raport, który prezentuje badania ponad 90 tysięcy pracowników na całym świecie, Towers Perrin Global Workforce Study,  podaje,  iż organizacje, które mają najbardziej zaangażowanych pracowników odnotowują coroczny wzrost zysków operacyjnych na poziomie 19% oraz 28 procentowy wzrost dochodów z każdej akcji.  Dodatkowo, firmy te cieszą się bardzo niską rotacją pracowników: aż 90 procent pracowników takich firm deklarowało chęć pozostania w firmie. Z kolei firmy z najniższym poziomem zaangażowania wykazały, coroczny 32 procentowy spadek zysku operacyjnego, a ich zyski dochody z akcji więcej niż 11%. Pięćdziesiąt procent pracowników tych firm deklarowało, iż myślą o opuszczeniu firmy w przyszłym roku. Przegląd innych raportów podaje podobne wyniki.

 

Dlaczego tracimy zaangażowanie

 

Jest wiele przyczyn, od braku dopasowania osoby do stanowiska lub kultury firmy poprzez rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością. Jednak powodem numer jeden cytowanym przez wszystkie badania  jest złe zarządzanie a w szczególności brak informacji zwrotnych.

 

Brak feedbacku

 

W wielu przypadkach feedback jest dawany raz w roku podczas oceny wyników. Gdyby pracę menedżera porównać do pracy trenera sportowego – to tak jakby trener powiedział do zawodników: „macie mi wyjść na boisko i wygrać wszystkie mecze podczas rozgrywek. Na koniec sezonu będę was oceniał".

 

Wydajność ≠ zaangażowanie

 

Najbardziej alarmującym wynikiem badań raportu BlessingsWhite jest brak zrozumienia mechanizmów zaangażowania. Tworzenie środowiska, w którym najwyżej ceniona jest wydajność, uzyskało najmniej przychylne oceny w całym badaniu. Presja na wyniki nie daje oczekiwanych rezultatów.

 

Jak zwiększyć zaangażowanie?

 

Liczne badania, w tym również wspomniany raport BlessingWhite  podają, iż pracownicy na całym świecie, jako główne elementy wpływające na ich satysfakcję z wykonywanej pracy, wymieniają zgodnie: szanse na wykorzystanie swoich talentów, rozwój kariery i szkolenia.

 

Zaufanie do liderów

 

Zaufanie do osób zarządzających organizacją może mieć aż dwa razy większe znaczenie dla poziomu zaangażowania, niż zaufanie do bezpośrednich przełożonych. Pracownicy dużo częściej obdarzają zaufaniem tych, którzy znajdują się tuż nad nimi, niż osoby na samym szczycie procesów decyzyjnych (potwierdzają to także wcześniejsze badania).

 

Menedżer z ludzką twarzą buduje zaangażowanie

 

Raport BlessingWhite wskazuje, iż menedżerowie, którzy potrafią pokazać, iż prócz tego, że są przełożonymi, są także ludźmi są w stanie zbudować większe zaangażowanie wśród pracowników.

 

Jak zbudować pełen zaangażowania zespół?

 

Jako lider kreujesz atmosferę i poziom energii w zespole. Popatrz na powyższe wyniki badań. Jaki jest Twój poziom energii? Czy sam/a jesteś pełna energii i entuzjazmu? Możesz powiedzieć o sobie, że w "pełni uczestniczysz w sukcesach organizacji i odnajdujesz dużą satysfakcję w pracy?" Czujesz że, Twój wkład jest ważny? Jak  dobrze byłoby dla Ciebie, gdybyś jako lider i menedżer wnosił energie i pasję? Jak piszą autorzy „Potęga pełnego zaangażowania" „liderzy są „administratorami zespołowej energii". Inspirują lub zniechęcają innych przez  to jak sami zarządzają własną energią, a po drugie przez to jak mobilizują, kierunkują, inwestują i odnawiają zbiorową energię ludzi, którym przewodzą.

 

Umiejętne zarządzanie energią indywidualną i zespołową umożliwia pełne zaangażowanie. Do osiągnięcia stanu pełnego zaangażowania potrzeba nam witalności na poziomie fizycznym, kontaktu z emocjami na poziomie emocjonalnym, koncentracji na poziomie mentalnym i poczucia zestrojenia z celem na poziomie duchowym.

 

Zacznij od siebie. Dowiedz się jak czerpać z nieograniczonych źródeł energii fizycznej, emocjonalnej, mentalnej i duchowej by osiągnąć pełne zaangażowanie, zarówno swoje jak i swoich pracowników. Pozwoli ci to nie tylko osiągnąć sukces ale i żyć z pasją i w harmonii.

Zen Coaching – siła skupienia

zen
zen
 
 
Jeżeli zgubisz klucze w środku w pokoju, w którym jest ciemno, nie ma sensu szukać ich na zewnątrz pod lampą na ulicy. Wielu to robi, zamiast poszukać tam, gdzie je zgubili, czyli wewnątrz. – mówi Kare Landfald, twórca Zen Coachingu, w rozmowie z Renatą Plagą
 
 
Pomiędzy ,,Wschodem” a ,,Zachodem” jest Zen-coaching, to kładka, czy połączenie dwóch światów?
 
 
Kształciłem się w przedmiotach ścisłych: informatyka, nowoczesne metody zarządzania, byłem i jestem zafascynowany rozwojem technologii. W tym samym czasie nurtowało mnie pytanie ,,Kim jestem?”, od już wczesnych lat i kierowało mnie w stronę tradycji wschodu, która ma tysiące lat doświadczenia w eksplorowaniu tego tematu. Tego rozpoznania nie ma w kulturze zachodniej z powodu braku rozumienia zasad medytacji. Tradycja coachingu rozwinęła się na Zachodzie jako ekspresja zachodniego zorientowania na cel. Zen rozwijał się na Wschodzie jako ekspresja czystej radości z bycia. W tym aspekcie Zen Coaching jest dla fuzją Wschodu i Zachodu.
 
 
Ludzie Zachodu bardzo żyją w umyśle. Czy uczysz ich poprzez Zen Coaching innej drogi poznania, poprzez serce?
 
 
Wszyscy żyjemy w umyśle, myśląc o sposobnościach, możliwych opcjach. Ale w tym samym czasie powraca pytania ,,Kto myśli?”, ,,Kim jestem?” A odpowiedź jest: Jestem świadomością, bytem. W nich tkwi źródło prawdziwych możliwości. To jest ,,duży umysł” będący w opozycji do ,,małego umysłu’’. Mały umysł jest identyfikowany z konceptami, strukturami myślowymi, które dają nam mentalny konstrukt osobowości, uwarunkowanej, programowanej, automatycznej, kontrolowanej i pełnej lęku egzystencji.
 
 
Duży umysł, i mały umysł to istotna dystynkcja. Przypomina mi to Kanta, obiekt myśli i obiekt myślący. Nasze myśli łatwo kontrolować, ale jak eksplorować byt myślący?
 
 
Nikt nie może nauczyć nas, kim jesteśmy jako ,,duży umysł”, jako byt, świadomość. Tylko my możemy to rozpoznać, pamiętać, być w tym. To jest to, czym jesteśmy, uznane w każdym momencie relaksu, w prostym byciu, kiedy zauważamy, przyjmujemy i doświadczamy tej chwili w pełni. Ta chwila to nie myśl, ale rzeczywistość dostępna nam tu i teraz. To kim jesteśmy już jest zawsze tutaj, jako nasze jestestwo, jest ono źródłem naszej niewiarygodnej, ale często niewykorzystanej możliwości, jest źródłem kreatywności i potęgi i otwartości i miłosierdzia i mądrości.
 
 
Czy Zen Coaching pomaga Ci być bardziej świadomym człowiekiem, jak to przekłada się na praktykę dnia codziennego?
 
 
W praktyce jesteśmy po prostu  gotowi świadomie zmierzyć się z każdą chwilą, gotowi w pełni doświadczać życia, ponieważ wierzymy inteligencji oraz pozytywności życia i egzystencji. Krótki wyraz tej praktyki chwili to pokazać to, co pojawia się we mnie, w każdym momencie.
Kiedy jesteśmy wybredni i próbujemy manipulować naszymi doświadczeniami, mamy tendencję do odrzucenia nieprzyjemnych uczuć, a tym samym odrzucania części nas samych. Stajemy się rozdzieleni i czujemy, że nie jesteśmy całością. Jest to dla nas niepokojące na wiele sposobów.
 
 
Im bardziej jesteśmy świadomi, tym łatwiej akceptujemy rzeczy trudne, nieprzyjemne? O ile dobrze zrozumiałam brak akceptacji doświadczenia wynika z ignorancji?
 
 
Wzorzec odrzucenia znajduje odzwierciedlenie w naszym odrzucaniu i agresji wobec innych, i konfliktów, jakie mamy z innymi, jako jednostki i zbiorowo. Źródło spokoju leży w akceptacji każdego doświadczenia, które nam się przydarza i pokazywaniu tego, co pojawia się we mnie, z akceptacją i pogodzeniem. Od tego doświadczenia możemy zacząć działać inteligentnie i mądrze i ze współczuciem dla świata, zamiast z automatycznego pilota, powtarzając często dysfunkcyjne zachowania przekazywane z pokolenia na pokolenie, z rodziców na dzieci, w kółko, jak ślepa siła ignorancji, zapomnienia o tym, kim naprawdę jesteśmy jako istoty.
 
 
Napisałeś, że Zen Coaching pomaga ludziom dotrzeć do ,,wewnętrznego źródła spokoju”. Mógłbyś to rozwinąć?
 
 
Spokój jest moją naturą. Kiedy przestaję walczyć z wewnętrznym doświadczeniem i po prostu przyzwalam na pokazanie się we mnie tego, co ma się pokazać, czuje spokój, nawet w środku rumowiska. To daje zaufanie. Zasadniczo Zen Coaching pomaga nam ponownie odzyskać zaufanie do pozytywności życia i egzystencji.
 
zen
 
 
Dlaczego jest tak ważne znalezienie drogi do siły wewnątrz? Żyjemy w kulturze zachodniej zorientowanej na zewnętrzne cele: konsumpcja, rywalizacja, ego.  
 
 
Wszyscy poszukują dobrego życia, zrozumienia, spokoju, wartości. Każdy szuka dobrych rzeczy, nawet kiedy to wygląda inaczej i jest inaczej osądzane. Jeżeli zgubisz klucze w środku w pokoju, w którym jest ciemno, nie ma sensu szukać ich na zewnątrz pod lampą na ulicy. Wielu to robi zamiast poszukać tam, gdzie je zgubili, czyli wewnątrz. To wszystko czego szukamy jest dostępne wewnątrz, w naszej naturalnej świadomości, uważności, jako otwarta inteligencja. Poprzez  zadawanie sobie pytania czego szukamy poprzez nasze zewnętrznie zorientowane pragnienia: pieniądze, siła, relacje z innymi, itd., wtedy natychmiast otrzymujemy dobrą wskazówkę, do naszego skarbu wewnątrz. Czego pragnę, gdy marzę o doskonałej kobiecie, doskonałym mężczyźnie, dużym domu?
 
 
W każdym pożądaniu jest zawarte pragnienie serca. Poprzez zobaczenie i uwzględnienie go odkrywamy, że to co pragniemy jest w nas samych. Jesteśmy tym czego pragniemy: spokojem, miłością, wolnością, wartością, siłą, radością itd. To wymaga odwagi, aby poczuć nieprzyjemne doznania, które mogą się ukazać podczas tego procesu.
 
 
Jak widzisz zastosowanie Zen Coaching w organizacji, strukturach korporacyjnych?
 
 
Życie to życie, także w pracy. Jeżeli szukamy czegoś to szukamy tego w każdym obszarze: rozumienie, połączenie, radość, kooperacja, uczenie się, wzrastanie, bezpieczeństwo. Aby efektywnie funkcjonować, potrzebujemy być w kontakcie z naszą prawdziwą siłą, możliwościami, talentami i używać ich. Potrzebujemy żyć z innymi w taki sposób, by wzajemnie się inspirować i motywować, dostarczać potrzebnych informacji jasno i inspirująco. Zen Coaching pomaga korporacjom efektywnie produkować dobre i przydatne rzeczy z satysfakcją dla pracowników, kreatywnie kooperujących.
 
 
Mógłbyś wskazać kilka korzyści dla korporacji z korzystania Zen Coachigu w Programach szkoleń?
 
 
Żyjemy w czasach szybkiej zmiany. Korporacje z ludźmi, którzy ogarniają zmianę, są kreatywni, wolni, zdolni kooperować dynamicznie, i mają otwarte serca, są dobrze zarządzane i przyciągają najlepszych. To ma sens biznesowy: włączenie pełnej jednostki, współpracującej z innymi, szukającej i realizującej najgłębszy ludzki potencjał. Ma sens biznesowy pomagać ludziom komuniakować się efektywnie, zamiast tracić ich potencjał na kiepską komunikację  w biznesie i życiu prywatnym.
 
 
,,Bardziej świadomy menadżer”, co to oznacza w praktyce?
 
 
Stajemy się świadomymi menadżerami, kiedy jesteśmy świadomi wszystkiego od momentu do momentu, I przyzwalamy na wewnętrzne doświadczenie, ufając intuicji i otwarciu. Stajemy się świadomymi menadżerami, kiedy jesteśmy zrelaksowani i mamy dostęp do wewnętrznej mądrości, kiedy ona jest dla nas w pełni osiągalna. Świadomy menadżer jest elastyczny, nie zamyka się w roli bazującej na wzorcach zachowań. Świadomy menadżer ma wizję spełnionej pełni jednostki ludzkiej współpracującej w szerszym wymiarze dla dobra ludzkości. Świadomy menadżer jest skłonny być autentyczny i genialny, i inspiruję innych do tego samego. Świadomy menadżer nie stosuje władzy taktycznie, zamiast używa jej, by inspirować do życia na maximum możliwości, kooperacji, kreatywności.
 
 
Jak będzie wyglądał świat pełen bardziej świadomych indywiduów?
 
 
Będzie w nim dużo radości, świętowania, spokoju, kreatywności, współczucia, wsparcia by każdy żył pełnią, dużo dojrzałości, mądrości. Ten świat jest osiągalny od zaraz dla każdego. Jest osiągalny poprzez zmianę perspektywy, poprzez rozpoznanie kim naprawdę jesteśmy, jakie są nasze prawdziwe możliwości. Jeśli pozwolimy sobie po prostu być, ufać, relaksować, cieszyć. Świat nieuchronnie staje się innym światem. Każdego dnia, dzień po dniu,  stopniowo staje się to nawykiem, zastępując bazujące na lęku, kontroli i stresie życiowe wzorce.
 
Dziękuje za rozmowę!
Redakcja: Renata Plaga
 
Kåre Landfald był współwłaścicielem Ängsbacka Centrum rozwoju osobistego w Szwecji 2004-2009. W tych latach rozwinął Zen podejście do coachingu, z inspirację z wielu źródeł, w tym nowoczesnych tradycji coaching, buddyzm zen, Diamentowe Podejście AH Almaas, komunikacji bez przemocy (Marshall Rosenberg), Wielka Nauki Wolności (Candice O'Denver), i więcej.
 
 
Kåre ma licencjat z filozofii i studiów magisterskich w zakresie zarządzania i systemów informatycznych (Sivilingeniør, z NTH w Trondheim, Norwegia). Od 1997 pracował jako konsultant, trener, mediator konfliktu, kierownik i nauczyciel w rozwoju osobistym i zmiany organizacyjne. Pracował w ONZ, Norweskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, oraz jako konsultant dla wielu organizacji. Obszary pracy obejmowały strategii ograniczania ubóstwa, rozwoju organizacji, zapobieganie konfliktom, negocjacje, polityki ochrony środowiska, reformy ONZ, etc.
 

Zarządzanie czasem nie działa

czas

czas

 

Praca w dużych korporacjach to ogromne możliwości ale i ogromne wyzwania. Jest tyle do zrobienia i do nauczenia się. Przez lata starałam się sprostać tym wyzwaniom, aż zajęłam się szkoleniami z zarządzania czasem. Stopniowo poznawałam kolejne teorie i narzędzia. Zdobywając kolejne poziomy wiedzy i doświadczenie jako trener w tej dziedzinie, miałam wciąż wiele do zrobienia.

 
Problem z „zarządzaniem czasem”

Byłam wciąż w niedoczasie. Pomimo, perfekcyjnego ustawiania priorytetów, wstawiania ich do kalendarza, synchronizacji komórki z narzędziami online. Wciąż spóźniałam się na mój osobisty pociąg. Ludzie po szkoleniach, wciąż zwracali się do mnie o pomoc, bo ciągle wracali do starych nawyków.  Często słyszałam,  iż te doskonałe teorie zarządzania czasem nie działają w praktyce. Jak zarządzać czasem gdy codziennie jest 150 nowych maili, kilkanaście wiadomości na poczcie głosowej, cała sterta papierów na biurku, wymagający szef nad głową. Brzmi znajomo?

 
 
Pracujesz dłużej, więcej i ciężej.  Starasz się sprostać ogromnym wymaganiom i ciągle nie nadążasz
Do czego to prowadzi? Wycofujesz się. Żyjesz z dnia na dzień, walczysz, aby przetrwać. Brakuje Ci pasji. Tracisz zaangażowanie. Wypalasz się. Potwierdzają to przeróżne badania na temat zaangażowania pracowników. Dla przykładu najnowsze badanie BlessingWhite ze stycznia 2011 roku podaje, iż mniej niż 1 na 3 pracowników jest zaangażowany natomiast aż 1 na 5 pracowników to osoby nie zaangażowane. Inne badanie Towers Perrin podaje iż tylko 20% pracowników jest zaangażowanych ( jedna na 5 osób). W Polsce wygląda to jeszcze „ciekawiej”: zaangażowanie deklarowało  tylko 9% respondentów. Oczywiście jest wiele przyczyn spadku zaangażowania, piszę o tym szerzej w moim artykule „Kryzys zaangażowania”. Chciałabym się skoncentrować na tym co możemy zrobić z tym czasem aby mieć go na tyle by żyć z pasją i w harmonii.
 
 
Dlaczego zarządzanie czasem nie działa?

Czas to zasób nieodnawialny. W dodatku nie zależy od nas. Jedyne co możemy zrobić „zarządzając czasem” to maksymalnie wykorzystać dany moment. Problem z zarządzaniem czasem tkwi nie w tym, że te techniki i narzędzia nie działają – lecz, że działają doskonale na tyle na ile MY jesteśmy w stanie  z nich korzystać. Cóż bowiem z tego, iż zaplanujesz sobie pół godziny rano na „sprawy najważniejsze” obiecując solennie, że nie zajrzysz do maila, dopóki nie napiszesz ważnego dla Ciebie raportu, skoro pierwszą rzeczą którą robisz rano – to sprawdzasz maila – bo a nuż będzie coś ważnego od szefa – a wiadomo mail od szefa to świętość…. Masz w kalendarzu zaplanowany romantyczny wieczór z bliską Ci osobą – planowanie rzeczy ważnych to podstawa efektywnego zarządzania czasem, ale co z tego jeżeli podczas spotkania myślami wciąż jesteś w pracy…?

czas
 
 
Cztery sfery życia

Stephen Covey proponuje by zamiast mówić o zarządzaniu czasem skupić się na zarządzaniu sobą. Ale co to znaczy zarządzać sobą? Człowiek to bardzo skomplikowany organizm działający w sferze fizycznej, emocjonalnej, mentalnej i duchowej. Zaniedbanie którejkolwiek z tych sfer prowadzi do frustracji, problemów i zaburzeń w pozostałych sferach życia.

 
Od hamburgera do depresji

Zaniedbanie fizyczne – brak ćwiczeń, żywienie się fastfoodami i wysokoprzetworzonymi produktami prowadzi do nadwagi. Jednocześnie jednak, brak tlenu i odpowiednich składników odżywczych wpływa negatywnie na nasz mózg i prowadzi do mniejszej jego wydajności. To z kolei obniża kreatywność, prowadzi do mniejszej skuteczności.  W konsekwencji – do obniżenia wyników i efektywności w pracy. Brak wyników, pociąga za sobą brak uznania i zwiększoną presję otoczenia. To przekłada się na stres, frustrację, obniżenie poczucia własnej wartości, obniżenie zaangażowania, brak sensu w tym co robimy…. I w ten oto uproszczony sposób jedzenie hamburgerów prowadzi nas do kryzysu tożsamości i depresji.

 
Zarządzaj swoją energią a nie czasem

Dobra wiadomość jest taka, że w przeciwieństwie do czasu – energia to dobro w pełni odnawialne.  Odpowiednio dbając o siebie możemy się w pełni zregenerować.  Aby skutecznie sobą zarządzać należy zająć się każdą z wyżej wymienionych sfer i regenerować energię fizyczną, emocjonalną, umysłową i duchową.

Wellness produktem XXI wieku

warzywa i owoce

wellness

 

,,Moda” na wellness to odpowiedź na konkretne zjawiska zachodniej cywilizacji: wzrastające tempo życia, permanentny stres, wydłużający się okres życia, niski przyrost naturalny, bezradność medycyny wobec chorób psychosomatycznych, wysokie koszty opieki zdrowotnej.

 

W nurcie wellness jest zdrowe odżywianie, bo powszechnie dostępna żywność przetworzona nie sprzyja zdrowiu. Powoduje szereg powikłań w naszym organizmie z otyłością włącznie. Im bardziej szkodzi cywilizacja, tym bardziej potrzebny jest wellness. Tempo życia i stres  motywują do szukania relaksu oraz nauki radzenia sobie z napięciem fizycznym i psychicznym. Na co dzień zamknięci w biurze odczuwamy potrzebę kontaktu z naturą. To także zwyczaj wpisany w nowoczesny nurt wellness

 

Instynkt stadny

 

Brak czasu powoduje ograniczenie i ogólne “spłycenie” relacji międzyludzkich. Potrzeby wynikające ze “stadnej natury” człowieka: takie jak społeczna akceptacja, rozmowa czy budowanie silnych więzi nie są w pełni zaspokajane. Z zgodzie z filozofią Wellness jest dbanie o jakość relacji. Uważne słuchanie, atencja, szacunek dla swoich potrzeb i drugiego człowieka. W dobie internetu i odpersonalizowanych relacji promujemy bliskość i autentyczność w kontaktach międzyludzkich.

 

Powrót do apteczki babuni

 

Wellness nie lubi konserwantów, chemii, wzmacniaczy. Odkładają się one w organizmie i tykają jak bomba zegarowa. Toksyny to największy wróg zdrowia. W dodatku kosztują. Wysokie koszty leków i służby zdrowia, są coraz częściej przyczyną sięgania po naturalne metody „leki babuni”. Naturalne terapie wschodnie, także są jak najbardziej w nurcie wellness. Tym bardziej, że prawie 80% dolegliwości, z którymi udajemy się do lekarza ma podłoże psychosomatyczne. Ten wysoki wskaźnik chorób psychosomatycznych (m.in. choroby serca, nadciśnienie, nowotwory, alergie) inspiruje także zastanowienia się nad złożonością natury ludzkiej, wzajemnych powiązań psychiki i ciała. Czytamy, pogłębiamy swoją świadomość, staramy się znaleźć poczucie harmonii, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania. W trosce o zdrowie podążamy z nurtem wellness.

 

Przyszłość wellness

 

Nasze potrzeby ulegają ciągłym zmianom. Dojrzewamy, przeobrażamy się, stymulowani zmianami cywilizacyjnymi. Branża wellness rozwija się jako odpowiedź na potrzeby ludzi.  Oto najbardziej perspektywiczne kierunki: zdrowa żywność – porady dietetyczne, sklepy ze zdrową żywnością, usługi gastronomiczne, kursy, literatura; suplementacja żywieniowa – sprzedaż suplementów, poradnictwo żywieniowe, literatura; fitness – kluby fitness, sprzedaż produktów dla klubów i indywidualnego odbiorcy, szkoleniu branżowe, literatura, sport – ośrodki, sprzedaż produktów związanych z uprawianiem różnych dyscyplin sportu, turystyka sportowa, kursy/szkolenia, literatura rozwój osobisty – kursy i szkolenia dla firm i klientów indywidualnych, literatura, poradnictwo; psychoterapia – gabinety, grupy terapeutyczne, literatura; medycyna naturalna – gabinety, ośrodki, sklepy, targi, sprzedaż produktów, literatura; feng shui – usługi architektoniczne z wykorzystaniem feng shui, sprzedaż produktów, literatura; odnowa biologiczna – studia, ośrodki, sprzedaż produktów dla ośrodków i klientów indywidualnych, szkolenia, kursy branżowe, szkolnictwo; turystyka i rekreacja.

 

Wszystko wskazuje na to, że w Polsce – mimo kryzysu gospodarczego – popyt na branżę wellness będzie rósł. Ciekawe są prognozy jakie zbadali ekonomiści w USA, m.in. znany prognostyk Paul Zane Pilzer. W swojej książce “The wellness revolution” publikuje: w 2000 roku w USA wydatki na wellness stanowiły około 16% wydatków na opiekę zdrowotną (200 mld dolarów; w tym 24 mld – fitness, 70 mld – suplementy żywieniowe). Popyt wciąż rośnie! Według prognoz w ciągu następnej dekady mieszkańcy USA wydadzą na wellness bilion dolarów, czyli tyle samo, ile wynoszą wydatki na żywność i prawie tyle, co na leki i opiekę zdrowotną. Branża wellness to potencjalne źródło dochodów dla wielu przedsiębiorców, także w Polsce. To przede wszystkim szansa na zdrowsze, fizycznie i psychicznie, oraz szczęśliwsze społeczeństwo.

Zobaczyć człowieka, także w biurze

Każdy z nas chciałby czuć, że jego praca jest ważna i doceniana. Chciałby, aby szef nie tylko patrzył na niego ale także go widział. Widział w nim człowieka – jego zaangażowanie, wysiłek który jest potrzebny żeby osiągnąć wyniki i to, że czasami trzeba zostać “po godzinach” rezygnując z prywatnych planów – mówi Marta Wielondek, szefowa firmy Bausch + Lomb w Polsce.

 

Jak można zadbać o pracownika? Co można zrobić aby pracownicy czuli się szanowani? Jakie działania podjąć, aby słowa tkwiące w misji firmy – mówiące o szacunku, docenianiu, dbaniu o pracowników nie były pustymi sloganami? “Trzeba faktycznie uznać, że taka wartość jak na przykład wzajemny szacunek jest istotna. Trzeba się zastanowić co to dla mnie, jako osoby zarządzającej oznacza i jak mogę w praktyce realizować tą wartość. Trzeba to uznać za swój cel i realizować go z taką samą konsekwencją jak każdy cel biznesowy. Dla mnie ten szacunek przejawia się w tym, że podjęłam kilka konkretnych inicjatyw, aby zadbać o zdrowie i dobrą kondycję pracowników – mówi Marta Wielondek.

 

Siedzimy i rozmawiamy w biurze w którym jest pełno zieleni – moją uwagę zwraca ściana z której wyrastają żywe rośliny. Na całej powierzchni jest ich aż 4, zapewniają odpowiednie nawilżenie powietrza, dostarczają tlen, pochłaniają szkodliwe substancje i kurz. Zamiast zwykłych krzeseł – ergonomiczne fotele i piłki ćwiczeniowe. Na stole nie ma ciasteczek i słonych przekąsek tylko bakalie i świeże owoce. “Każdy wyjazd naszego całego zespołu zawiera element związany z dbaniem o zdrowie i kondycję – ostatnio była to nauka prawidłowego oddechu, poprzednio spotkania z dietetykiem” – kontynuuje Marta. Firma “dbanie o zdrowie” ma wpisane w charakter swojej działalności – oferuje produkty związane z ochroną zdrowia oczu; niektóre z nich inspirowane są samą naturą, jak np. płyn do pielęgnacji soczewek kontaktowych Biotrue czy krople do oczu Hyal-Drop multi zawierające hialuronian (natrualnie występującą w organizmie ludzkim substancję nawilżającą). Ja tam byłam, bakalie i wodę piłam. Po raz kolejny przekonałam się, że jak się chce to można. Jako gość czułam, że ktoś nie tylko na mnie patrzy, ale także mnie widzi – jak człowiek człowieka.

Praca i relaks

spa

spa

 

Pracując dużo i odpowiedzialnie, łatwiej być bogatym w gotówkę niż w czas.

 

Ten ma policzalną wartość. Nie stać Cię na przeciętne rozwiązania i bylejakość. Oczekiwania wobec standardu usług rosną, adekwatnie poziomu codziennych wyzwań w pracy. Wolny czas kosztuje dużo, nie warto go trwonić.

 

Biznes w SPA

 

Ludzie w biznesie dużo pracują, a wymagania stawiane im na codzień są ogromne. Tym bardziej cenią jakość relaksu po pracy. Coraz częściej regenerują psychikę i ciało w SPA. To popularny sposób na odstresowanie, naładowanie akumulatorów, utrzymanie kondycji fizycznej. Wiadome jest, że im skuteczniej zregeneruje się organizm i wyeliminuje skutki stresu, tym lepsze efekty uzyskuje w pracy. Zachodnie korporacje chętnie inwestują w regenerację psycho-fizyczną menadżerów.

 

Konferencja, wyjazd integracyjny, z pakietem ,,przywracającym siły do pracy”, skutecznie zastępują przaśne grille. SPA staję się coraz bardziej popularnym miejscem organizowania konferencji i prowadzenia negocjacji zarówno tych oficjalnych jak i mniej formalnych. Łączenie pracy z regeneracją sił to wzorce nie nowe. Władcy Starożytnego Rzymu wiele decyzji politycznych podejmowali w łaźni, dobre powraca.

Szczerze o biznesie

,,Frustracji pracowników nie da się ukryć, wyjdzie ona w kontakcie z klientem. Biznes oparty na relacjach zaczyna być ważny.” – mówi Lucyna Wieczorek, doświadczony trener, Prezes Fundacji Bene Vobis, w rozmowie z Renatą Plagą

 

Corporate-Wellness: Kojarzysz się przede wszystkim z Dojrzewalnią Róż, synonimem rozwoju i zmiany jakości życia dla Kobiet, teraz urzeczywistniasz kolejną ideę: Korporację z Duszą?

 

Lucyna Wieczorek: Korporacja z Duszą integruje dwa pomysły związane z CSR, czyli zaangażowaniem społecznym biznesu. Po pierwsze angażujemy się w szkolenia i rozwój  ludzi wewnątrz organizacji zmieniając jej oblicza,  po drugie dzięki przychodom z tych działań wspieramy działania Fundacji na rzecz pozytywnych zmian w  Domach Dziecka i zmniejszania przemocy w tym środowisku. To cel na poziomie społecznym, w ten sposób umożliwiamy połączenie świata biznesu ze światem potrzeb społecznych.  Jako trener, na co dzień spotykam „ludzi korporacji”, którzy szukają sensu swojej pracy. Ludzie się boją mówić o tym głośno, a może niewiele potrzeba, by było inaczej.

 

C-W: O czym ludzie się boją mówić?

 

LW: Odpowiem Ci przykładem: moja znajoma dyrektorka w dużym banku zwierzyła mi się, że  jak przekracza próg firmy zaczyna się spinać i co więcej wchodząc do gabinetu wyczuwa napięcie w całym zespole. Ona zdaje sobie sprawę, że to napięcie ani jej, ani jej ludziom nie pomaga w codziennym funkcjonowaniu. Wpływa to negatywnie na atmosferę, po co fundować sobie takie napięcie na wejściu. Dzieje się tak jednak, pomimo świadomości tego faktu i destruktywnych skutków.

 

C-W: Co można zmienić w korporacjach od wewnątrz żeby uleczyć ten destruktywny schemat?

 

LW: Po pierwsze ludzie w korporacjach muszą przestać się bać nazywać negatywne rzeczy po imieniu. Muszą mówić wprost co czują i widzą. Tego uczymy ich na szkoleniach, które mają na celu udrożnić kanały komunikacji w firmie. Dzięki Non Violent Communication, nie jest to plan niewykonalny.

 

C-W: To w sumie proste, ludzie mają mówić, co widzą i czują, ale tak niestety się nie dzieje, dlaczego?

 

LW: Niestety każdy ma takie doświadczenie, że mówienie szczerze i wprost mu się nie opłaciło. Mamy z tyłu głowy też przekonanie: ,,Pokorne ciele dwie matki ssie”. Znam osoby, które wprost mówiły o pewnych rzeczach i traciły pracę. Osoby, które mają jasną klarowną wizję rzeczywistości, widzą potrzebę zmian. Czasami nie zgadzają się ze swoim szefem, nieraz go przerastają i muszą po prostu odejść.

 

C-W: Czyli jak nie zgadzasz się z szefem lub jesteś lepszy, to masz pecha?

 

LW: Niestety nie wielu korporacyjnych zespołach na wybitnie, niekonwencjonalne, jednostki nie ma miejsca, jeśli się trafiają, to muszą udawać, że są częścią ,,dobrze uśrednionego staffu”. To błąd, bo osoby wybitne pasują do korporacji i są w niej potrzebne. Ale żeby szef mógł wykorzystać w pełni potencjał takiej osoby, musi być wybitnym przywódcą. Musi także myśleć w szerszym kontekście o rozwoju organizacji, a nie tylko o własnej karierze.

 

C-W: Dużo pracujesz jako trener, znasz dobrze struktury korporacyjne od środka, gdybyś miała wskazać, co jest największym zagrożeniem dla firm i dla ludzi tam pracujących?

 

LW: Moja znajoma, uczestniczyła w kilku międzynarodowych kongresach, gdzie wielcy, otwarci na rozwój, specjaliści od zarządzania, zastanawiali się nad przyszłością, rozwojem, strategią zmiany w perspektywie długofalowej i na głębszym poziomie. Po kilku takich spotkaniach wszyscy byli zgodni, że dopóki największą wartością w  korporacjach będzie zysk, żadna zmiana jakościowa nie jest możliwa. Kwestie etyczne, ludzkie będą zawsze drugorzędne, kiedy będą skonfrontowane będą z zyskiem. To jest taki meta-konflikt, który przenosi się na coraz niższe szczeble.

 

C-W: Czyli prawda w konfrontacji z zyskiem we współczesnej korporacji zawsze przegrywa…

 

LW: To duże słowa, ale wydaje mi się, często tak. Ale na szczęście zaczyna to być przedmiotem dyskusji, stąd cały nacisk na CSR, żeby pokazać, że biznes można prowadzić w zgodzie z wartościami. Te wartości dostrzegalne są w potrzebach pracowników, co do wizerunku i etyki firmy. Frustracji pracowników nie da się ukryć, wyjdzie ona w kontakcie z klientem. Biznes oparty na relacjach zaczyna być ważny. Komunikacja to determinuje, ludzie w tej chwili wszystko sobie w internecie przeczytają i to też powoduje, że kwestie zasad, etyki zaczynają się liczyć. Biznes dziś, to umiejętność szybkiej komunikacji, ułatwiającej poznanie wartości i potrzeb, działania zgodne z tymi wartościami. Ludzie mi ufają i przez to mój biznes lepiej się rozwija.

 

C-W: Czyli komunikacyjne zmiany, transparentość jaką mamy dzięki nowym mediom, nacisk ze strony konsumentów, to zmieni kultury korporacyjne?

 

LW: Zmiana kultury to jest wyzwanie. Ale może warto zacząć małymi krokami na różnym poziomie. Jeżeli jest zespół, trzeba o niego zadbać, by lepiej się ze sobą komunikowali, widzieli sens tej pracy, potrafili zadbać o swoją kondycję psychiczną.

 

C-W: O to chyba odległa przyszłość, bo pracodawcy zainwestują w szkolenie, podnoszące kompetencje sprzedaży, bo to przełoży się na zysk, a stres…, jak się pracownik wypali, to się go wymieni…

 

LW: W perspektywie długofalowej opłaca się zainwestować w ,,te miękkie” kompetencje. Wymiana pracownika więcej kosztuje firmę niż nauczenie go prostych technik radzenia sobie z stresem, lękiem, sytuacją kryzysową.

 

C-W: Od czego należy zacząć naprawę korporacji?

 

LW: Małymi kropkami, zaczynać pracę od wewnątrz. Mówić wprost jak jest co czujemy, co nas uwiera na co dzień, nie bać się tej prawdy. Jest coraz więcej firm otwartych na komunikację. Druga kwestia to odpowiedzialnie traktować środowisko, społeczeństwo. To, co firmy mówią na poziomie PR sloganu, powinno być egzekwowane, tylko wtedy będzie to prawdziwy CSR. I wreszcie pamiętajmy, że to ludzie tworzą organizację, i akceptując nieprawdę, czy mało etyczne praktyki wobec klientów, podwykonawców, pracowników, jesteśmy za nie odpowiedzialni, bo obciążają nas one także psychicznie.