Zadzwoń: +48 544 44 00 33, +48 604 999 333

Mózg karmiony rybą

Ostatnio pomyślałem o rybach. Z sympatią. Zapomniano o wyjątkowych walorach rybiego mięsa, a przecież jest ono nie tylko zdrowe, lecz może także przyczynić się do  poprawy koncentracji, tym samym podnosząc wydajność w pracy.

Korzystajmy z tego, warto gościć je na stołach.

 

 

Odrobina chemii

 

Żeby zrozumieć z czego wynika unikalny charakter rybiego mięsa, należy sięgnąć po odrobinę chemii. Bez tego ani rusz.

Otóż organizm człowieka wykorzystuje na dużą skalę rozmaite związki tłuszczowe, przy czym szczególnie cenne okazują się właśnie substancje obecne w rybach. Żyjemy w czasach propagandowej „walki” z tłuszczem, termin ten zyskuje coraz częściej zabarwienie negatywne, kojarzony jest z wszelkim cywilizacyjnym złem. Tymczasem tłuszcz jest człowiekowi niezbędny! To co nazywamy tłuszczem to w istocie cząsteczki zwane trójglicerydami.

Znamienne, że to nie ilość zjadanego tłuszczu wpływa na wagę, poziom cholesterolu, czy ryzyko zachorowań na choroby serca; istotny jest przede wszystkim rodzaj tłuszczu.

Żywienie nieco przypomina dobrze zorganizowaną imprezę; to gospodarz wie kiedy oraz ilu gości wpuścić. W przypadku tłuszczy (chociaż nie tylko) szkodliwy może być zarówno niedobór pewnych związków jak też ich nadmiar.

 

 

Sekret rybiego tłuszczu

 

Tłuszcz ryb, w przeciwieństwie do pokrewnych związków obecnych chociażby w kukurydzy czy soi, jest bogaty w dwa tzw. wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, konkretnie EPA oraz DHA (inaczej: EPA + DHA omega-3).

Podobnie jak inne organizmy jesteśmy złożeni z komórek, każda komórka posiada błonę zbudowaną głównie z tłuszczy. To ważne, ponieważ EPA + DHA omega-3 ulegają naturalnemu włączeniu w błony praktycznie wszystkich komórek. Zastępują w ten sposób kwasy nasycone (spożywamy je chociażby w maśle, śmietanie, wyrobach cukierniczych) i wielonienasycone omega-6, tym samym eliminując ich niekorzystny nadmiar. Co istotne EPA + DHA omega-3 zmieniają naturalnie nie tylko strukturę komórek. Mogą też wpływać na budowę i właściwości krążących we krwi substancji zwanych lipoproteinami. Wbrew pozorom to znane związki. Lipoproteiną, na której szczególnie koncentrują się badania naukowe, jest np. tzw. „zły cholesterol” typu LDL; ciekawe, że większość cholesterolu w osoczu krwi występuje właśnie w tej postaci.

 

 

ryby

 

 

EPA jest niezbędny do przekazywania informacji między włóknami nerwowymi. Stosuje się go dla poprawienia wydajności w nauce i podniesienia koncentracji. Zazwyczaj łącząc z pokrewnymi kwasami omega-3 (np. DHA) oraz omega-6 (np. kwasem arachidonowym). Podobnie jak inne kwasy omega-3 jest używany w leczeniu wspomagającym wielu innych chorób (np. łuszczycy).

 

Źródłem DHA są algi (glony) oraz ryby odżywiające się algami. Kwas DHA przyczynia się do zmniejszenia stężenia trójglicerydów (czyli „zwykłych” tłuszczy) we krwi. Jego niedobór skutkuje spadkiem stężenia serotoniny w mózgu, może mieć też związek z występowaniem ADHD, choroby Alzheimera, depresji.

 

Serotonina – potocznie zwana „hormonem szczęścia” – uczestniczy w:

  • regulacji snu,

  • apetytu (hamuje go po spożyciu węglowodanów, podwyższa po spożyciu białek)

  • temperatury ciała oraz

  • ciśnienia krwi.

  • Powoduje skurcz mięśni gładkich (naczyń krwionośnych, oskrzeli, macicy i jelit).

  • Ilość serotoniny w mózgu wpływa na potrzeby seksualne i zachowania impulsywne

  • Niski poziom serotoniny może powodować agresywność, zmęczenie, zwiększoną wrażliwość na ból, zaburzenia depresyjne.

 

Najwyższy poziom serotoniny występuje u noworodków, okresowo spada podczas dojrzewania, po czym ponownie wzrasta. U mężczyzn jest średnio o 20–30% niższy, niż u kobiet; skłania mnie to do wniosku, że płeć „brzydsza” powinna tym chętniej i częściej sięgać po ryby.

 

Reasumując, obecne w rybach kwasy tłuszczowe wpływają korzystnie na:

  • serce,

  • naczynia krwionośne,

  • obniżają ciśnienie krwi,

  • hamują rozwój stanów zapalnych,

  • redukują tworzenie się skrzepów,

  • niezbędne do prawidłowego rozwoju mózgu.

 

Przypuszcza się, że bogata w ryby dieta sprzyja zachowaniu sprawnego intelektu, chroni przed chorobami neurodegeneracyjnymi (Alzheimer) oraz innymi niekorzystnymi zmianami związanymi ze starzeniem się.

 

 

Ryby jemy od zarania dziejów

 

Jeszcze niedawno zakładano, że ryby wzbogaciły naszą dietę zaledwie 40 tysięcy lat temu. Jednak badania przeprowadzone w roku 2009 w Dolinie Hula (północny Izrael) wykazały, że miejscowa wspólnota – najprawdopodobniej należąca jeszcze do kopalnej istoty zwanej niegdyś pitekantropem, obecnie człowiekiem wyprostowanym Homo erectus – łowiła dorodne sumy i karpie już przed 750 tysiącami lat.

Również w tym roku, ciekawe wnioski przyniosły analizy izotopów obecnych w kolagenie pobranym ze szczątków trzynastu europejskich Homo sapiens sprzed 40-27 tys. lat. Kolagen to białko, główny składnik ścięgien, wypełnia rogówkę oka, odpowiada za elastyczność skóry. Okazało się, że koczownicy sprzed tysiącleci prócz dużej zwierzyny, jedli małe ssaki, ryby, owoce morza.

Nawet osobniki, których ciała znaleziono w głębi lądu, cechowała znaczna ilość izotopów wskazujących na posiłki rybne. Niestety, tego rodzaju badania kości nie informują o udziale w menu roślin. Według niektórych poglądów (warto zapoznać się z hipotezą wodnej małpy zwaną hipotezą przybrzeżną) ewolucja ludzi zachodziła w rejonach przybrzeżnych, a właśnie rybie mięso – zwłaszcza wspomniane kwasy omega-3 – umożliwiło niezwykły rozwój naszego mózgu.

Niezależnie od kształtu rozmaitych teorii pewne jest, że już „jaskiniowcy” wiedzieli, że aby się rozwijać, należy jeść ryby. Nowoczesny Homo corporatis, narażony na nadmierny stres, wysilający intelekt, powinien tym bardziej!

 

Człowieka cechuje również unikatowe, przy tym znaczne jak na zwierzę lądowe, zapotrzebowanie na jod. Pierwiastek ten występuje obficie w organizmach morskich, trudno go jednak uzyskać ze składników dostępnych w głębi lądów; w śladowych ilościach obecny jest m.in. w mleku, jajach. Wraz z ekspansją terytorialną naszych przodków w diecie coraz częściej występowały niedobory jodu; obecnie problem dotyczy ponad półtora miliarda ludzi. Zaskakujące, że na przestrzeni ostatnich 10 tys. lat wielkość ludzkiego mózgu uległa niemal powszechnemu zmniejszeniu i to o 10%. Możliwe, że jest to wynik przystosowania właśnie do malejącej konsumpcji długołańcuchowych kwasów tłuszczowych. Niestety spożycie ryb wciąż spada; statystyczny Ziemianin zjada rocznie blisko półtora kilograma mniej ryb niż przed dwudziestu laty (dane na 2007 r.).

 

 

Ryba rybie nie równa

 

Paradoksalnie, im bardziej tłusta ryba morska, tym zdrowsza.

  • Zaleca się jeść 0,75 kg tłustych ryb tygodniowo lub pić 4-8 g (1-2 łyżki) oleju rybiego lub lnianego dziennie, co odpowiada ilości 1-2g kwasów omega-3.

  • Jedzenie ryb zmniejsza o 25% ryzyko zachorowań na depresję (kwasy omega-3 zwiększają wrażliwość neuronów na serotoninę, hormon poprawiający nastrój).

Przepisów na dania rybne podawał nie będę. Jedynie wielbicielom sushi nadmienię, że zgodnie z opinią Takashi Saito, mistrza kulinarnego z Tokio, smak surowej ryby najlepiej podkreśla ocet czerwony (tradycyjnie używa się raczej octu białego).

 

 

sushi z łososiem

 

 

Ryba rybie nie równa. Uwzględniając jakość mięsa oraz obecność w tkance zanieczyszczeń, za najlepsze gatunki do konsumpcji uchodzą:

  • anchois (francuskie określenie przetworów z sardeli europejskiej),

  • halibut pacyficzny,

  • jesiotr,

  • koryfena (złota makrela, smagla – Coryphaena hippurus),

  • łosoś Oncorhynchus nerka,

  • palia alpejska,

  • tzw. ryba maślana (anoplopoma, dorszyk czarny, karbonela – Anoplopoma fimbria).

 

Do najgorszych zaś należą: antar patagoński, dorsz atlantycki, dziki jesiotr, gardłosz atlantycki, granik, halibut biały/atlantycki, lotella.

 

Smacznego.

 

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

 

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *