Zadzwoń: +48 544 44 00 33, +48 604 999 333

Eco w aglomeracji

aglomeracja

,,Nadmiar środków ”niezbędnych” do życia przyprawia nas o ból głowy. Warto ocenić z dystansu, ile tak naprawdę potrzebujemy na co dzień, a ile z tego, to własne pragnienia i oczekiwania innych, których spełnianie tylko pozornie i na chwilę tłumi wewnętrzną pustkę.” – mówią Jola Słoma i Mirek Trymbulak w rozmowie z Renatą Plagą.

Corporate-wellness.pl: Wasze nowe Atelier na Powiślu, doskonale pokazuje, jak idealnie wpasować się w głośne, pędzące miasto. Na 16 metrach kwadratowych stworzyliście przestrzeń idealną. Jest w niej wszystko, co potrzebne do życia i pracy. A przecież to miejsce spotkań z klientami i … jest naprawdę piękne?

Jola Słoma, Mirek Trymbulak: To prawda 16 metrów, na których znajduje się wszystko co jest potrzebne do pracy i życia. To taka pigułka tego, co mamy u siebie w Gdyni. Tam jest duża przestrzeń: Atelier, pracownia, dom, ogród, a tutaj: miejsce do porozmawiania, przeprowadzenia przymiarek. Jest przebieralnia, łazienka, w której można się odświeżyć po podróży, jest gdzie odpocząć, popracować przy komputerze…no i magiczny sekretarzyk, który kryje w sobie płytę indukcyjną, na której można zaparzyć espresso lub herbatę po hindusku. Ten metraż w zupełności pozwala nam na pracę. Choć za ścianą ze szkła widać przęsła Mostu Poniatowskiego, to mamy tu z jednej strony intymność twórczej pracy z ludźmi a z drugiej wrażenie uczestniczenia w mobilnym życiu miasta.

C-W: Czy trudno było stworzyć taką wielofunkcyjną mini przestrzeń? JS,MT: Zaprojektowanie sensownej i funkcjonalnej infrastruktury na kilkunastu metrach wymaga więcej pracy i zaangażowania niż ‘’standardowy” metraż. Staraliśmy się wpisać w szarość i betonowość towarzystwa mostu, a z drugiej strony stworzyć miejsce inne, przytulne. Gdyby te 16 metrów kwadratowych nie miało 4 metrów wysokości, pewnie nie zdecydowalibyśmy się na to miejsce, a tak mamy dodatkową przestrzeń w górę. To ”przekłamuje’ proporcje i daje dodatkowe możliwości.

C-W: Człowiek XXI wieku, chce mieć dużo wciąż więcej i więcej, stawia sobie kolejne cele materialne, podnosi standard życia. Wy mówicie stop: ,,Im mniej tym więcej.”?

JS,MT: Staramy się korzystać z tego, co mamy i jakie możliwości daje nam życie. Projektant musi szukać nowych taknin, dodatków i inspiracji więc zawsze jest w ruchu. Znaleźliśmy więc również pomysł dla naszych warszawskich klientów. Na drzwiach naszego Atelier widnieje napis: ”Otwieramy specjalnie dla Ciebie po wcześniejszym umówieniu się…”. To w sumie tak jak w Gdyni, klient oczekuje bezpośredniego kontaktu z nami zanim zajmą się nim specjaliści z naszej pracowni. Kwestia potrzeb życiowych, wspomnieliśmy o jedzeniu, ilość ograniczeń w naszej diecie, pobudza nas do wzmożonej kreatwności. Tak naprawdę dla zdrowia i zaspokojenia głodu, człowiek potrzebuje niewiele. My to ”niewiele” rozpisujemy jednak na różne sposoby i chcemy ładnie oprawić by było różnorodne i interesujące w świecie, gdzie na każdym kroku, w każdej dziedzinie serwuje się nam za dużo gotowców doprawionych glutaminianem sodu. Nadmiar środków ”niezbędnych” do życia przyprawia nas często o ból głowy. Warto dlatego ocenić z dystansu, ile tak naprawdę potrzebujemy na co dzień, a ile z tego co kupujemy, to własne pragnienia i oczekiwania innych, których spełnianie tylko pozornie i na chwilę tłumi wewnętrzną pustkę.

C-W: Umiecie czerpać radość z życia, otaczacie się pięknymi przedmiotami. To bardzo w duchu filozofii wellness. Dbacie też o higienę życia psychicznego, emocjonalnego. Jak znajdujecie równowagę i harmonię w świecie ducha i materii?

JS,MT: Najcenniejsza dla nas w życiu jest równowaga. Pomiędzy tym co nas otacza, cieszy oko, a światem wewnętrznym. Nawet najpiękniejsze, najbardziej luksuswe przedmioty nie dadzą szczęścia, jeśli nie znajdziemy go w sobie. Wiadomo, że brzmi to banalnie ale tak właśnie jest. Jeśli nie doceniamy tego, co mamy, jeśli nie cieszymy się z najdrobniejszych rzeczy, stajemy się sfrustrowani na ”drodze szybkiego ruchu” do realizacji pragnień, które przecież nigdy się nie kończą. Równowaga jednak jest stanem, na który trzeba pracować i o który trzeba mocno dbać. Kiedy już się zatracimy w pracy i realizacji różnych planów, wyjeżdżamy do Indii na kilka tygodni by zresetować swoje twarde dyski. To oczywiście nie wystarczy, ponieważ najistotniejsza jest codzienna praca i dbanie o higienę swoich myśli, uczuć, emocji. . Ważny jest oczywiście ruch, świeże powietrze…i to daje nam życie pomiędzy Warszawą i Trójmiastem, gdzie morze koi wszelkie objawy przemęczenia, zwłaszcza w trakcie intensywnych spacerów i ćwiczeń.

C-W: W waszej pracy widać szacunek dla przedmiotu, widać to szlachetnym wykończeniu detali w Waszych kolekcjach. JS,MT: Bardzo dbamy o to by nasze projektowanie było poparte jakością wykonania przez naszych krawców. Pracują z nami od lat ci sami ludzie, niektórzy nawet od początku naszej drogi zawodowej. Lubimy się. To chyba dobrze, bo często spędzamy ze sobą w pracy więcej czasu niż z rodziną. Szkoda więc marnować życie na bylejakie i powierzchowne relacje.

C-W: Dbacie by praca innych nie szła na marne, wykorzystaliście prosty uszyty przez korporacje jeans, który miał już trafić na przemiał i stworzyliście unikatowe projekty na tej bazie. Dobry przykład recyklingu: nowy dobry maateriał nie powinien się zmarnować, tylko dlatego, że dział marketingu przeszacował potrzeby konsumentów. JS,MT: Zgadza się, dokładnie o to nam chodziło w założeniu kolekcji ”Pomerańcha”. Poza nurtem ” ekoresajklingowym”, kolekcja opiera się na wiodących marynistycznych trendach, które doskonale wpisują się w morskie tradycje stolicy bursztynu – Gdańska i Pomorza. Stąd też pochodzi nazwa kolekcji: od Pomerani. Wracając jednak do jeansów, to rzeczywiście zrobiło nam się szkoda tej pięknej, niedocenionej materii, tak samo jak szalików w paski z innej sieciówki. Szkoda by tak piękne kupony dzianiny pozbawić dalszej obróbki. Oczywiście jesteśmy świadomi tego, że nasza idea to tylko próba zwrócenia uwagi na temat nadprodukcji nikomu nie potrzebnych rzeczy, a nie załatwienie go.

C-W: Wasza pierwsza książka pt.: ,,Nakarmić duszę” to źródło inspiracji kulinarnych dla wielu wegetarian i nie tylko. Nie wiem jednak, czy nie bardziej cenne są tam filozoficzne przemyślenia. To porządny kawałek know-how jak  żyć mądrze i świadomie. JS,MT: Okazało się, że czytelnicy tej książki podzielili się na 2 grupy: na tych, którzy gotują i ich książki są pełne podoklejanych zakładek i opisów oraz na tych, którzy przeczytali ją od deski do deski. Tego się nie spodziewaliśmy. Po prostu do każdego z przepisów dodaliśmy kolejny składnik: inspirującą myśl, ponieważ gdy ręce pracują, warto zająć czymś głowę i lepiej żeby to coś było miłe i pozytywne, a to dlatego, że nasze myśli bardzo wpływają na jakość naszego jedzenia, a tym samym na nasze samopoczucie, zdrowie i relacje z innymi.

C-W: Wydaliście też kolejną książkę, co w niej zaskoczy najbardziej czytelnika? JS,MT: Nasza druga książka ”Ubrać duszę” powstała pod wpływem czytelników pierwszej, którzy zajęli się czytaniem a nie gotowniem. Postanowiliśmy rozwinąć bardziej część dotykającą inspiracji. Wybraliśmy 52, tak by było coś na każdy tydzień. Oczywiście książka zawiera też sporą dawkę gotowania – fajny posiłek na każdy z weekendów.

C-W: Plany zawodowe, lub życiowe, którymi chcielibyście się podzielić? JS,MT: Zajmiemy się bardziej intensywnie pracą z naszymi warszawskimi klientami, szyjąc panom garnitury, a paniom wszelkie inne wymarzone kreacje, nie tylko na śluby i do pracy. Będziemy też kontynuować pracę nad kolejnymi seriami programu ”Atelier Smaku” dla Kuchni.TV, a dalej zobaczymy. Jesteśmy bardzo otwarci na to, co przyniesie życie…może kolejna książka, kolejna płyta z przez nas specjalnie wyselekcjonowaną muzyką, a może spróbujemy poznać coś nowego i pobawić się na kolejnym polu materii, wkładając w nią część własnego ducha?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *